"Ksiazeczka"
Odcinek 1
"...Pierwszy,jaki pamietam,grzech w moim zyciu,jest wsrod glownych
szosty: gniew. Popelnilem go w okolicznosciach niezwyklych:
po pierwszej w zyciu spowiedzi i przed pierwsza Komunia.
Noc miedzy jedna a druga spedzilem bezsennie i nim sie nazajutrz chlopcy
w bialych ubrankach i dlugimi swiecami,umajonymi mirtem i wstazeczkami,
poschodzili do kosciola,zdolalem niezauwazony dopasc do konfesjonalu i wyznac:
-Prosze ojca duchownego,przyszedlem do poprawki.
-Do jakiej,synu?Przezegnak sie najpierw!
-Do poprawki przed Komunia sw.
-Oo, a cozes to nabroil ?
-Zrobilem na zlosc.
-Komu?
-Pani Zawalskiej.
-Cozes to zrobil?
-Powyrywalem jej wszystkie pietruszki i marchewki z grzadek.Bratki takze.
-No to zaluj.
-A czy bede mogl, ojcze duchowny, teraz do Komunii?
-Mozesz,mozesz. I powsadzaj z powrotem bratki,jezeli sie da. A nie rob
wiecej tego. Gniew to grzech glowny. Za pokute.....
Bilem sie serdecznie w piersi i kwiatki potem powsadzalem,zreszta nie wszystkie. W sercu jednak pozostalo niewyschle poczucie krzywdy,tak,
ze poszukiwanie zemsty wracalo jeszcze w moich pozniejszych spowiedziach.
Pani Zawalska, sasiadka zza plotu miala psa wabiacego sie Latek.
Psow nie lubilem,bo pierwszy w moim zyciu i ostatni pies-przyjaciel wsciekl sie i pokasal mnie , co pociagnelo za soba bolesne zastrzyki i - co gorsza - wielodniowa rozlake z domem oraz meke gosciny u krewnych w Krakowie.
Moja pasja byly natomiast golebie i kroliki. Nasz dom byl w Pilznie najwyzszy, wysoki dom, to raj dla golebi. Ojciec kupil mi pare listonoszy,potem pare garlaczy, ktore mozna bylo nadmuchiwac przez dziubki jak balony. Obie pary poczely sie sprawnie mnozyc,tak ze ze strychu zrobil sie rychlo rajski ogrod, a jajka lezaly tam i sam we wszystkich zakamarkach po parze. Strych nasz sciagal golebie nie tylko z calego Pilzna, ale i z okolicy. Listonosze i garlacze wszakze z dala sie trzymaly od holoty,zachowujac swoje szlacheckie tradycje. Ale strych szumial dzien i noc od gruchan,wabien,gardlowan i poswistow.
Gorzej mi sie wiodlo z krolikami.
Padaly, licho wie dlaczego,albo uciekaly na dwor,zas "dworcowych" z zielonymi skokami,zaden przyzwoity krolikarz za nic by nie kupil.
Co prawda kupowalem byle jakie sztuki, nie kierujac sie znajomoscia ras
i odmian, lecz checia dorownania rowiesnikom w ich powadze hodowcow.
Pewnego dnia Kazik "Sedziak" (syn sedziego w miasteczku) pokazal mi swoja kroliczarnie. Stanalem oniemialy wobec bogactwa masci i ras.
Na boku siedziala duza,biala krolica,ciezko dyszac, odbijajaca brzydota od reszty stadka.
-Jak chcesz,sprzedam ci ja. Ma parchy na uszach, ale po przemyciu nafta ustapia.
Kupilem. Ku mojemu zdumieniu, obok krolicy znalazlo sie nazajutrz dziewiec malenkich kroliczkow.
-Okocila sie - powiedziala nasza sluzaca,cos tam robiac kolo krolicy.
Radosc moja nie miala granic.
Niebawem zaczalem znosic z pol narecza kradzionej koniczyny i kapusty. Smieszne kroliczki kicaly niezgrabnie i zamiast koniczyny wolaly ssac palce.
Wkrotce jednak popelnilem ow grzech. Wieczorem,po spowiedzi,zajrzalem do krolikow. Coz to? Oczom wierzyc nie chcialem! W drewutni na sianie lezalo we krwi obok siebie pokotem dziewiec martwych kroliczkow.
Nad nimi biala samica z parchami. Z jej oczu saczyly sie strumyczki
brudnych lez...." cdn.
Zgodnie z amerykanska tradycja,w czwartek , po obiedzie z okazji
Swieta Dziekczynienia ( Thanksgiving ), postawilam choinke
i powoli przygotowuje serce na przyjecie Dzieciatka Bozego.
Ciekawa jestem,co slychac u Was?
Posylam cieple pozdrowienia i wiele serdecznych mysli ...
X O X O