Showing posts with label Wspomnienia. Show all posts
Showing posts with label Wspomnienia. Show all posts

Wednesday, October 30, 2013

Mojej Corce...By pamietala



 25 lat minelo od chwili,kiedy oposcilam Polske wraz z corka moja
Karolina,ktora mial wtedy 5 lat...Minely te lata jak sen krotki.
Babcia moja zwykla mawiac,ze zycie czlowieka to tak,jakby ktos
uchylil na moment drzwi... i zamknal je...
Wracam czesto do wspomnien,biegne myslami do rodzinnego miasta,
spaceruje uliczkami,siadam w parkach na lawce i oczyma wyobrazni 
widze siebie i mala Karolinke...
Kiedy widze na Waszych blogach zdjecia z Polski, czasem lesna droge,czasem ulice w miescie, ogrody z kwitnacym bzem
to wrecz fizycznie czuje "zapach mojej Ojczyzny"
"Przenosze" sie wtedy w czasie i przestrzeni,odnajdujac po drodze fragmenty czasu, 
 "zbieram" skrzetnie strzepki wspomnien,
uciszam stesknione serce...
Podczas jednej z tych "wspomnieniowych wycieczek" zrobilam Karolince
na pamiatke taki oto upominek:



Sercem i myslami jestesmy zawsze tam....

I jeszcze zdjecie jaszczurki,ktora zalapala sie na przejazdzke na 
przedniej szybie mojego samochodu...pilotowala moj powrot do domu
z zakupow...   :o)


I jak zawsze, mysli serdeczne posylam w Wasza strone...
...slonca i ciepla wiele zycze...

X O X O







Thursday, August 9, 2012

" Zyciowa niespodzianka "...c.d.O Babci Karolinie...

Przyszedl rok 1927. 
Emilia miala juz 18 lat, Tadeusz wyrastal na dzielnego mlodzienca,
Maria, tez juz duza dziewczynka, wraz z Emilia byla pomoca
Babci w rodzinnym zyciu. Po wojennych zamieszaniach i nie planowanej,aczkolwiek witanej z radoscia dwojce dzieci, cichy i systematyczny rytm dnia
byl witany przez Babcie z wdziecznoscia, modlitwa i czestymi odwiedzinami w kosciele,
na ktore teraz mogla sobie z "czystym sumieniem" pozwolic.
Poniewaz los lubi platac nam figle, Babci tez nie oszczedzil i to, co wygladalo na
okres menopauzy , okazalo sie "stanem blogoslawionym", nie wiem
tylko, czy Babcia akurat tego slowa uzylaby w tym momencie, gdyby nie fakt, 
ze wszystko przyjmowala jako "dopust Bozy".
Sytuacja nie byla wesola. Babcia miala juz 41 lat, poprzednie narodziny 
pozostawily slady , ktore teraz stanowily zagrozenie dla zycia Babci i dziecka.
Natalia ( moja Mama ) urodzila sie po dlugim i bardzo ciezkim porodzie.
Matka i dziecko byly wycienczone trudem i lekarz mial powazne watpliwosci,
czy obie prztrzymaja kryzys.......
I w tym momencie potwierdza sie, ze kazdy z nas jest "ogniwem" w tym wielkim
"lancuchu zycia" i odgrywamy niezastapiona role w zyciu innych...
Ta mala dziewczynka, nad ktora Babcia sie zlitowala i dla Niej wyszla za maz,
teraz stanela przy Babci i malej Natalii jak dobry duch, jak Aniol
zeslany z nieba, by podjac opieke na Babcia i dzieckiem.
Przez dwa pelne lata Emilia byla matka dla Natalii i pielegniarka 
dla Babci...Niestrudzona, wypelniala swoje obowiazki z radoscia, przynoszac 
Babci sily do zycia i dziecku dawala prawie matczyna milosc i poczucie
bezpiecznstwa w swoich cieplych ramionach....
Kilka nastepnych lat, Natalka mowila do Niej  'Mamo" i
kiedy Natalka miala 4 latka, podczas Slubnej Ceremonii Emilii, Natalka
podbiegla do Niej  i wziela Ja za reke, jakby chciala Emilie zatrzymac...
Jakby wiedziala, ze pewien rozdzial  zycia konczy sie i ze Ta, 
ktora Ja piastowala od niemowlecia odchodzi do nowej roli w swoim zyciu...

--------------- " --------------

 Moja Droga Mama Natalia, w wieku lat 18-tu....

Zegnam wszystkich bardzo serdecznie,posylam moc serdecznosci,
dziekuje, ze jestescie i odwiedzacie moje skromne progi.

X O X O

 




Tuesday, June 26, 2012

"POZEGNANIE Z TARNOPOLEM" - c.d. Zycie Babci Karoliny

Wiele lez wycisnal Babci wyjazd z Tarnopola.
Zegnana byla serdecznie i z zalem, pozostawila po sobie cieply slad
w pamieci mieszkancow Hrabiostwa, sluzba ustawila sie rzedem ,kobiety machaly
chusteczkami i ocieraly lzy, mezczyzni przyciskali kapelusze do serca z glowa 
pochylona w wyrazie szacunku...
Harabina Horodyska wreczyla Babci sakiewke z piecioma "krugerandami"
( monety z czystego zlota dawniej nazywane rowniez "swinkami")
i list, ktory Babcia zachowala na cale zycie, konczacy sie slowami:
" Niech Ci Bog wynagrodzi, Karolinko , czego w pieniadzach nie sposob wynagrodzic..."
Na Dworzec kolejowy w Tarnowie wyszedl po Babcie
mezczyzna, obcy jeszcze, ktory mial sie stac towarzyszem Jej zycia
na dlugie lata, z ktorym miala dzielic smutki i radosci...
Babci planem bylo wychowac Emilke i na tym konczyla sie Babci wiedza
o malzenskim zyciu i jego obowiazkach ( pamietajmy, ze babcia chciala zostac zakonnica ).
Przyszedl rok 1916, a wraz z nim Pierwsza Wojna Swiatowa.
Nie wiadomo dokladnie jak i dlaczego, Babcia wraz z Dziadkiem i mala Emilka
zostali wysiedleni do Czech. Mieszkali u Czeszki, ktora w miare swoich
mozliwosci zajela sie wysiedlencami , ale Jej samej tez ciezko bylo...
Trudno bylo o zywnosc, wiec kiedy udalo sie ja zdobyc, Babcia
oddawala swoje porcje Emilce i Mezowi, nie wiedzac, ze jest
brzemienna z pierwszym dzieckiem.
Totez , kiedy maly Stasio sie urodzil, nie mial niestety wiekszych szans 
na przezycie. Zmarl na obczyznie, pochowany w malenkiej mogilce,
zostawiajac za soba zlamane serce Babci i niekonczace sie lzy...
Powrot na ziemie ojczysta nastapil w 1918 roku i w tymze roku
urodzil sie Tadeusz, Tym razem Babcia wiedziala i zadbala o szczesliwe
narodziny, Tadeusz wiec urodzil sie duzy i zdrowy,swoim rozmiarem przynoszac
zagrozenie dla Babci zycia. Mawiala Babcia pozniej, ze " tylko cudem Boskim 
udalo sie lekarzowi ocalic Babci zycie."
Dwa lata pozniej, w 1920 roku, przyszla na swiat  Maria.
Emilia rosla, pomoca byla wielka dla Babci i zycie uplywalo na zwyklych , codziennych troskach i radosciach.
Spedzala Babcia wiele czasu w kosciele, modlila sie duzo, a kiedy pytano, dlaczego
tak dlugo sie modli, odpowiadala: " Modlitwa koi moja dusze..."
Zycie nie szczedzilo Babci trudnosci, ktore musiala pokonywac sama,
bowiem w Dziadku Edwardzie nie znalazla wielkiej podpory.
Dziadek urodzil sie jako najmlodzszy z trzech braci.
Ojciec Szczepan byl Dyrektorem fabryki nalezacej do Ksiecia Sanguszki.
Mieszkali w jednym z dworkow Ks.Sanguszki, podarowanym 
Szczepanowi na dozywotne zamieszkanie.
W dworku byla sluzba, kucharz, parobek do koni i dziewczyna do krow, dzieci zawozone byly bryczka do szkoly, a na Swieta Bozego Narodzenia przyjezdzal Ksiadz po koledzie,
i po wielu latach ten sam Ksiadz zjawil sie u mojej Mamy w naszym domu...
Rozmawiajac z Rodzicami o dawnych czasach machnal reka 
i powiedzial: " Ech ! Dzisiejsza koleda...U Pani Dzadka na Rudach to byla koleda !!!"
Na " Rudy ", (bo tak nazywal sie Dworek ) zjezdzala sie cala elita
tarnowskich prawnikow,ludzi sztuki,lekarzy, odbywaly sie bale,kojarzyly sie malzenstwa i  w tej  beztroskiej atmosferze wyrastal Dziadek Edward, nie przygotowany do trudow zycia i ich pokonywania.
Babcia bardzo byla lubiana przez Tescia. Pomagal jej w czym mogl, miala zapewnione
swieze mleko dla dzieci i inne przywileje Dworku.
c.d.n. 

Ciocia Emilia, trzyma na reku mojego Brata

Posylam wam radosci, usmiechy,buziaki i wiele serdecznosci !

X O X O


Saturday, June 16, 2012

"Zycie Babci Karoliny" - Wspomnienia Rodzinne

Babcia Karolina, (mojej Mamy Mama) urodzila sie w 1888 roku, w Krakowie.
Ciezkie to ponoc byly czasy i wychowaniem malej Karolinki zajely sie
Zakonnice , ktore prowadzily Dom dla dziewczynek w Tarnopolu.
Wyrastala Babcia w duchu bogobojnosci, silnej wiary w Boga 
i przeswiadczeniu, ze Jej celem zyciowym bedzie sluzyc Jemu jako Siostra Zakonna.
Niestety, owczesne czasy nie pozwalaly dziewczetom bez posagu ( i to pokaznego )
dostac sie do Zakonu, totez rozczarowana Babcia pogodzila sie z losem 
i postanowila sluzyc Bogu nie wdziewajac habitu, a w swieckim odzieniu,
oddajac cale swoje serce modlitwie i pomocy innym.
Kontaktu z Rodzicami nie miala , ( powod owiany jest tajemnica rodzinna ) totez , 
kiedy zblizaly sie Babci 18 - te urodziny ( termin opuszczenia Domu ) 
i przyszlosc Babci rysowala sie raczej niepewnie, Bacia zarliwie modlila sie na Rozancu
do Matki Bozej  o blogoslawienstwo i opieke...
Modlitwy zostaly wysluchane.
Pewnego niedzielnego popoludnia przed Dom zajechal powoz z hrabiostwa.
Hrabina Horodyska poszukiwala mlodej panny do towarzystwa dla
Mamy swojej , Hrabiny Natalii Horodyskiej.
I tak oto zycie Babci weszlo na nowy tor, jeden rozdzial zostal zamkniety,
otworzyl sie nowy, wymodlony, prawdziwy cud.
Zycie w hrabstwie Horodyskich bylo mile, ciche i bardzo wygodne.
Babci obowiazkiem na poczatku bylo towarzyszyc Starszej Pani, czytac ,pomoc sie ubrac,uczesac...Wedlug opowiadan Babci, Starsza Pani byla osoba przemila,
nad wyraz uprzejma i sympatyczna, totez Babcia byla szczesliwa,
co wyrazala w codziennych modlitwach i marzyla, by tak juz zostalo,
by zycie nie przynosilo juz wiecej zadnych zmian i niespodzianek.
Z czasem Babcia awansowala na pozycje "zarzadzajacej mieniem domowym",
Miala w swoim posiadaniu klucze do srebrnej zastawy stolowej, ktora musiala policzyc po kazdym przyjeciu, klucz do piwnic z wysokiej klasy winem i wszelkimi trunkami,
po kazdej biesiadzie sluzba dostawala od Babci butelke dobrego wina 
za dobrze wypelniona sluzbe i w zamian Babcia otrzymywala lojalnosc i oddanie.
Miala Babcia swoja filozofie zyciowa i szybko nauczyla sie dyplomacji 
w stosunku do ludzi.
Zycie w Tarnopolu toczylo sie leniwie, sielankowo, przegradzane czasem 
wyjazdami z Mloda Hrabina do Lwowa, na zakupy nowych sukien 
i modnych kapeluszy.
Pewnego dnia przyszlo do Babci zawiadomienie, ze zmarla Jej kuzynka Julia,
z data pogrzebu, na ktory Babcia chciala pojechac, jako, ze Julia 
byla jedna jedyna krewna, z ktora Babcia utrzymywala kontakt.
Tak wiec zjawila sie Babcia na krakowskim dworcu kolejowym, 
z trudnoscia wielka wyszla z pociagu, bowiem kapelusz  najnowszej mody,
 zakupiony na te okazje, nie miescil sie w waskich drzwiach wagonu...
Na pogrzebie Babcia dowiedziala sie, ze Julia, mloda matka 3 - letniej
Emilii, zmarla na zapalenie pluc. Byla na balu i rozgrzana tancem
napila sie zimnej wody , ponoc to bylo przyczyna bezposrednia zapalenia pluc.
Miekkie serce Babci rwalo sie do tej malej kruszyny, ktora zostala bez matki
w tak mlodym wieku, totez kiedy w tydzien pozniej przyszedl list do Babci 
od mlodego wdowca z oswiadczynami, Babcia nie mogla odmowic,
planujac, ze bedzie matkowac malej Emilii i ze w taki wlasnie sposob
moze wypelnic sluzbe Boza...
cdn...

Jedyne zdjecie mojej Babci Karoliny ze swoja Matka

Posylam moc goracych pozdrowien !

X O X O

Friday, June 1, 2012

" Wojenny Romans " - Wspomnienia Wojenne...

..." Na imie miala Diana. Poznalem Ja krotko przed wojna, 
Ja mialem dwadziesicia jeden lat, Ona osiemnascie...
Lubielismy oboje muzyke, taniec, Ja gralem Jej na gitarze
i spiewalem Jej cala moja milosc, sluchala piosenek rzewnych, wzruszajac
sie czesto , a poniewaz duszyczke miala wrazliwa to i lezki czasem uronila.
Przyszla wojna, zawieszajac nasze plany wspolnego zycia,
obrona Ojczyzny na plan pierwszy wyszla...
Poszedlem do partyzantki, Ona zostala przy Rodzicach, przy ktorych mialem
nadzieje, bedzie bezpieczna...
Kontakt mielismy niestety rzadki, sporadyczne wiadomosci , przekazywane
niekiedy przez znajomych, czasem list podany  w pospiechu...
Kiedy koszmar wojenny sie skonczyl, pierwsze kroki skierowalem
ku miejscu, gdzie ostatni raz  pomachalem Dianie na pozegnanie.
Niestety czekala na mnie smutna niespodzianka...List napisany przez Diane,
zostawiony dla mnie u sasiadki.
Dowiedzialem sie z niego, ze Rodzice Diany, poniewaz mieli nazwisko 
niemieckie, pod sam koniec wojny ( nie wiedzac, ze to prawie koniec)
przepisali cala rodzine wraz z Diana na liste folksdojczow.
Po wyzwoleniu zaczeto zakladac obozy dla "folksdojczow" i "sztamdojczow"
(tych, ktorzy "czuli sie Niemcami" ) i tam tez znalazla sie cala rodzina Diany 
wraz z nia. Poruszylem niebo i ziemie, by dowiedziec sie , gdzie jest...
Kiedy jednak przybylem na miejsce, zastalem tylko puste baraki...
Nigdy nie dowiedzialem sie , jakie byly Jej losy...
Zostaly mi po niej tylko wspomnienia i zdjecie..."



Tak oto moj Tato snul opowiesc o swoim romansie wojennym
i dziewczynie, o ktorej pamiec przetrwala tyle lat i znalazla
nareszcie swoje stale miejsce w tej malej kronice wojennej
mojej Rodziny... 

Cieszmy sie zyciem, bo tak naprawde to kazda chwila jest szczesciem.

Moc usciskow posylam wszystkim !!!
Pa!

X O X O
 
                                                                                        

Wednesday, May 9, 2012

8 Cz."Wspomnienia Wojenne" .....

 ..."Dzisiejszy odcinek poswiecam mojemu Wujowi , bratu mojego Ojca.
Na imie mial Adam.
Spokojnym byl mlodziencem, o wesolym usposobieniu,honorowej duszy,
a ponad wszystko - mozna bylo na nim polegac jak na 
przyslowiowym Zawiszy.
Mial 25 lat, kiedy zaczela sie wojna. Poniewaz jako mlodzieniec udzielal sie aktywnie 
w harcerstwie, wiec w czasie okupacji przeszedl automatycznie do podziemia,
dzialajac jako lacznik pomiedzy czlonkami podziemia, kiedy radiowe
polaczenie bylo niemozliwe, a tak zdarzalo sie bardzo czesto.
Byl jednym z niewielu czlonkow , ktory znal cala siec
"podziemia". Byl wspoltworca wielu waznych i niebezpiecznych
akcji sabotazowych przeciwko Niemcom.
Pewnego dnia, do domu przyszli Niemcy pytajac o Niego.
Matka powiedziala, ze nie ma Go w domu.
Na to Niemiec odpowiedzial: Ma sie zglosic w urzedzie Gestapo !
Jesli tego nie zrobi, przyjdziemy po was wszystkich...
Czlonkowie podziemia radzili, by "zniknal", 
Mama i bracia tez...Nie mogl jednak ryzykowac ich zycia, wymienic ich zycie na 
swoje byloby nie honorowe, to nie Adam !
Poszedl, stawil sie na Gestapo, wiedzac, ze nie bedzie mial szans...
i nie mial.
Trzymali Go ponad trzy miesiace, torturowali, chcieli informacji o siatce
podziemia...Zawzial sie, nie wydal z siebie jednego dzwieku...
Zginal w oswiecimiu...
Ocalil zycie czlonkow podziemia i swoich bliskich..."

--------------------- " ----------------------

 
 Wujek Adam

Pozdrawiam was bardzo serdecznie, dziekuje za odwiedziny 
i serdeczne komentarze...

Pa!

X O X O
 

Sunday, April 29, 2012

7 Czesc - Wspomnienia Wojenne...

...." Wojna. Slowo to kojarzy sie z walka o wolnosc lub idee, 
z zolnierzem w mundurze, z polem bitwy...
Niestety, wojna nie oszczedza nikogo i mnie rowniez przypadlo w udziale
byc swiadkiem okrucienstwa wojny, w jego najokrutniejszej formie.
Szlam chodnikiem, prowadzac rower, wracalam z krotkiej przejazdzki.
W dali ulicy zobaczylam Niemieckiego oficera w mundurze SS,
zaczal szybkim krokiem isc w moim kierunku...Serce mi zamarlo, 
a potem zaczelo bic jak oszalale ze strachu. w tym samym czasie uslyszalam
meskie kroki za soba, przytulilam sie z rowerem do muru,
SS-man wyminal mnie i wtedy zobaczylam, ze szedl w kierunku Zyda, idacego za mna.
Zyd zorientowal sie, co sie dzieje i skrecil w brame, SS-man za nim
i kilka secund pozniej uslyszalam pojedynczy strzal z pistoletu...
SS-man wyszedl z bramy i chowajac pistolet do kabury poszedl dalej...
Drugi przypadek, ktorego bylam swiadkiem zdarzyl sie rowniez na ulicy.
Oficer niemiecki zastrzelil Zyda i kazal zaladowac cialo na przejezdzajaca furmanke,
Do dzis mam w oczach glowe tego czlowieka, okolona czarnymi . kreconymi
wlosami , zwisajaca z tylu furmanki...
Mialam tylko 14 lat, "blizna" psychiczna zostala na zawsze...
Nigdy nie moglam zrozumiec, co musialo byc w sercach Niemcow,
a moze czego nie bylo w ich sercach, co pozwalalo im na zabranie zycia w tak
nieludzki i bezceremonialny sposob.
Niemcy mieli nieslychana zdolnosc rozpoznawania Zydow.
Kiedys stalam w grupie dziewczat, byla wsrod nas jedna dziewczynka
Zydowka, Halinka... Oficer niemiecki stanal sobie niedaleko nas,
wskazal na Halinke i kiwnal palcem , by podeszla do niego.
Nigdy wiecej Halinki nie zobaczylam..."

--------------- " ----------------

 Rok 1935
Moj Tato (pierwszy z lewej, siedzacy) w grupie kolegow
ze Szkoly Technicznej w Jaroslawiu, wsrod nich jest trzech pochodzenia zydowskiego,
ktorzy niestety nie przezyli wojny...

Patrzac na ich usmiechniete , zadowolone, mlode twarze trudno sobie
wyorazic, ze ich zycie bedzie takie krotkie a smierc taka okrutna.

Zegnam Was z mysla frasobliwa, zaduma blaka sie  w myslach...

X O X O 

Thursday, April 19, 2012

6 Czesc- Wspomnienia Wojenne...

..." Podczas okupacji zywnosc byla na kartki, w niewielkich ilosciach i tylko
dla tych, ktorzy pracowali dla Niemcow ...
W mojej rodzinie wszyscy sie zbuntowali i nie poszli do pracy,
wobec tego dwie moje starsze siostry zabieraly z domu co najcenniejsze rzeczy 
i wyjezdzaly na wies wymieniajac je na zywnosc.
Oczywiscie kazda taka "wycieczka" zwiazana byla z niesamowitym ryzykiem,
ale...zawsze udalo im sie co do domu przywiezc.
Pamietam jeden wieczor, kiedy wrocily z takiego wyjazdu,
siostra Maria usiadla przy stole, polozyla wiktualy, ktore udalo sie Jej
zdobyc, zmeczonym gestem oparla czolo na dloniach
i powiedziala wskazujac na bochenek chleba:
"Wiesz Mamo, dalam gosodyni caly bal materialu za ten bochenek,
a ona popatrzyla na material , popatrzyla na chleb
i odkroila spora czesc, bo sie jej wydawalo za duzo chleba
za taka ilosc materialu...Jak mogla tak zrobic?
Zal jej bylo dac caly bochenek?..."
Mama popatrzyla smutno na Siostre i rzekla:
" Nic to Marysiu, cieszmy sie , ze jest tyle...
Pamietaj, kogo Bog stworzy, to go nie umorzy..."
Mama zawsze miala powiedzenie na kazda okazje, nawet smutna.
A i Ja mialam smutne zdarzenie z chlebem.
Mialam moze 13 lat, chyba w drugim roku okupacji, pewnego ranka Mama
poslala mnie do piekarni, z nadzieja, ze moze uda mi sie dostac choc
pol bochenka.
Piekarze piekli pieczywo tylko dla Niemcow, natomiast czasem 
zostawalo im kilka bochenkow, ktore mogli rozdac cywilom.
Podeszlam pod piekarnie, tlum ludzi juz stal, czekajac,
kiedy i czy  piekarz wyniesie pieczywo...
Wyszedl, niosac koszyk z chlebem, tlum ludzi pochlonal mnie,
nie widzialam nic procz wyciagnietych wysoko rak, 
i tylko slyszalam krzyki: " Mnie, niech Pan mnie da, dla dzieci ! "....
Tlum zacisnal sie wokol mnie, nie mialam czym oddychac, 
ostatkiem sil zdolalam wydostac sie z tej ludzkiej masy,
walczacej o byt, o pozostanie przy zyciu za wszelka cene...
Do dzis robie znak krzyza na bochenku chleba w podziece
za ocalenie... "

---------------- " ---------------

   Moja Mama (druga od lewej)
Zaraz po wyzwoleniu


Posylam moc serdecznych usciskow 
w podziece za mile komentarze
i chec czytania...


Pa !

X O X O
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...