Tuesday, April 22, 2014

" Ksiazeczka " - Odcinek 10 I MALE " CO NIECO "

...

Wypadly Zielone Swieta. Brame kamienicy
umajono galeziami kwitnacych kasztanow i kitkami brzoz, a sien zasypano tatarakiem. Antek umial piszczec na jego lisciach. Po swietach mialem zdawac egzamin z pierwszej klasy w rzeszowskiej "bernardynce".
Dookola panowala cisza, jakby sie caly swiat przyczail. Wszystko jednak, gdy przyszlo do zdawania, wydawalo mi sie zartem. Dopiero gdy mi kazano zaspiewac, ziemia ustapila spod moich nog. Wreszcie, raczej recytativo niz melodyjnie, wydukalem:
Kto Cie do snu kolysal,
Gdys byl jeszcze malenki,
Kto cie uczyl pacierza,
Kto ci uszyl sukienki?
Ach to byla matula...

Tu prysla moja wytrzymalosc uczuciowa i zdolnosci spiewacze.
- No juz dosc - rzekl nauczyciel - Bardzo, bardzo ladnie. Wszystko bardzo ladnie.
Po czym poglaskal mnie po glowie, ale jakos tak, 
jakby sie bal pobrudzic. I zaraz obejrzal swoja dlon.
Otrzymalem swiadectwo z wzorkiem dwuglowego orla, na ktorym u gory cos przekreslono i w to miejsce kaligraficznym pismem wpisano 
" Rzeczpospolita Polska". Wszystkie stopnie byly bardzo dobre, tylko ze spiewu dobry. W mojej pamieci egzaminem byla reka, ktora sobie nauczyciel ogladal, gdy mnie poglaskal po glowie. Ruchem tym dal mi ze wszystkich przedmiotow stopien: "rudy "
W miare uplywu lat poglebiala sie we nie wiedza o rudosci i gestniala gorycz tej wiedzy. Siostry, kiedy juz w sprzeczkach wyczerpaly wszelkie argumenty, miotaly niezawodna obelge: "Rudzielec! "
Wszystkie ciosy umialem odparowac ostra klinga jezyka, tego wszagze nie.
Gorzej, bo pewnego razu najstarsza siostra nazwala mnie "zielony Jasiem".
Poniewaz wszelkie aluzje do kolorow wydawaly mi sie podejrzane, krew we nie zakipiala, co jeszcze bardzej rozzuchwalilo rodzenstwo. Odtad bylo mi wszystko jedno: zielony czy rudy, czerwony czy zolty, zloty czy ryzy - kazdy kolor byl wytykaniem mojego upokorzenia. Doszedlem do przekonania, ze rudy to podobne kalectwo jak zezowaty, garbaty, kuternoga albo jakala. Raz nawet babka, gdym jej pokazal jezyk,
Wykrzyknela:
Ryz,zyz i kuternoga
Jesli sie uda
To wielka laska Pana Boga!

Ryz w staroswieckim jezyku babki znaczyl, oczywiscie, rudy.
Odczuwalem coraz wieksza roznice miedzy mna a innymi ludzmi, kiedy mi zaczeto wyszukiwac krewnych wsrod zwierzat. Liszka - mowili starsi, wiewiorka - rowiesnicy, ruda malpka - dziewczeta. Dowiedzialem sie, ze mozna byc nie tylko biednym jak mysz koscielna , ale i spoconym jak ruda mysz. Odtad na cale zycie znalazly we mnie sojusznika lisy, wiewiorki i myszy, bo na rude malpy nie trafilem na swojej drodze. W naszym mieszkaniu w Pilznie roilo sie od myszy. Zastawiano na nie pomyslowe pulapki: talerze odwrocone dnem do gory i ustawione na tekturce, podparte trzaska, u ktorej konca, na wystrugany szpicu, pod talerzem umieszczony byl kes chleba. Zajadajac chleb mysz wzruszala trzaske i wtedy talerz spadal na tekturke odcinajac zwierzatku odwrot. Rano myszy topilo sie w wiadrze. Pod talerzem nieraz zdarzaly sie dublety. Gdy nikt nie widzial, wylawialem zmokniete myszki i puszczalem na wolnosc. Na ruda nie natknalem sie , co prawda, nigdy, ale futerko myszy ma jakby czerwony albo brunatny nalot. Moze zreszta moje myszki nie byly dostatecznie spocone. Odtad nigdy w zyciu myszy nie stronily ode mnie posuwajac nieraz smialosc swoja do zuchwalstwa. Z ptakow, rzecz jasna, najblizszy byl mi rudzik.
Alisci rudych dziewczat i chlopcow darzylem pogarda, bo mi sie zdawalo,ze mnie przedrzezniaja, aczkolwiek i rudosc posiada swoje stopnie. Do niektorych zlotych dziewczynek mialem nawet pewne upodobanie. Byle piegi zbytnio sie nie odznaczaly. Najbardzej czerwoni byli zydkowie. Wiec tez siostry najchetniej wolaly na mnie "Icek!". Do Icka , ktory niekiedy zmienial sie na " Mojsia", z latami doszedl epitet "kedzierzawy" oraz dosc osobliwy przymiotnik "kasztanowaty". O rudych tez mawiano,ze sa "falszywi jak lisy".
Z czasem spadla na mnie odpowiedzialnosc za dzieje ojczyste i niemile narodowi postaci.  W szczegolnosci miano mi za zle, ze wielki ksiaze Konstanty, tyran Polakow, mial podobno oprocz zadartego w gore nosa i malych, ruchliwych oczek - ruda glowe. Rozszerzano niekiedy  zarzuty na historie powszechna: Nero, Fryderyk Barbarossa... Te byly najciezsze. Wrogowie kosciola budzili zawsze szczegolna nienawisc w polskiej mlodziezy. Stad najgorszym nieszczesciem w szkole bylo zjawic sie w klasie trzynastym z kolei, bo wowczas otrzymywalo sie przydomek "Judasza" i dobra porcje kulakow.
Ogladajac czesto glowe w lustrze, gdy nikt tego nie widzial, podpatrzylem,ze najbardziej czerwono wyglada czlowiek pod swiatlo.
Zaczalem tedy unikac swiatla, a zwlaszcza slonca. W ogole wymyslalem sposoby, jak ukryc przed ludzmi glowe.
Przede wszystkim wiec az do ostatecznej koniecznosci nie zdejmowalem czapki. Wchodzac do kosciola obnazalem glowe dopiero za progiem, a wychodzac nakrywalem juz przed nim. Znajomych, a zwlaszcza nauczycieli, unikalem na ulicy, przechodzac na ich widok na druga strone, aby sie im nie klaniac. Zdarzalo sie, ze lekcewazylem nawet hymn panstwowy, grany w miejscach publicznych. Slonca unikalem jak ognia. Jakis Wloch napisal ksiazeczke, w ktorej wyluszczyl praktyczna wiedze, jakimi ulicami i zaulkami nalezy chodzic w ciagu roznych miesiecy roku i por dnia po Rzymie, aby nie wychodzic z cienia. Moglbym takie samo dzielo opracowac w zastosowaniu do Tarnowa. Do kapieli w Biale i Dunajcu udawalem sie zwykle sam, i to w najgestsze wikliny, a to dlatego, ze koledzy, gdym sie rozbieral, nieodmiennie zadawali mi pytanie: " Czy ty sie kapiesz w kwasnym mleku?". I twierdzili,ze musze sie opalac przez sitko. No a glowa jarzyla sie w sloncu jak latarnia. Na lekcjach tanca u mistrza Pietruszki wstyd mi bylo prosic z ruda glowa panny do tanca, tak ze tylko dzieki ofiarnosci tegiej zony mistrza zdolalem sia wtajemniczyc w arkana zawilej sztuki.
...

Dzisiaj pokaze niektore z moich prac tkackich, wykonanych na ramie,
ktore nosza fachowa nazwe "Gobelinow" 









 Torebka, rowniez tkana recznie na ramie


I poduszka dekoracyjna



Na koniec dla wszystkich milosnikow muzyki
melodia z mojego muzycznego albumu


"Temptation of Mara"


Wiele ciepla sle tym, ktorzy jeszcze tu zagladaja...

X O X O

14 comments:

  1. Alinko, gdy widzę Twoje gobeliny to mam ochotę rozpakować swoją rozpoczętą i dawno przerwaną pracę. Piękne, gratuluję. Serdeczne uściski. Ewa

    ReplyDelete
  2. Piękne gobeliny ,podziwiam umiejętności tkackie.Pozdrawiam serdecznie.

    ReplyDelete
  3. I truly admire your hand work Alina! Just amazing, well done to you!

    ReplyDelete
  4. Gobeliny prześliczne! Aż mam ochotę wyciągnąć swój stary mini-warsztacik i coś "poplątać" na nim.Zaglądam tu, zaglądam i czekam zawsze na Twoje prace.
    Serdeczności,;)

    ReplyDelete
  5. Prześliczne. Miłego dnia kcohana

    ReplyDelete
  6. Gobeliny są przepiękne, takie optymistyczne , świadczące o pogodzie ducha ich Twórczyni !!!
    Pozdrawiam serdecznie !!!

    ReplyDelete
  7. ale tworzysz :D pieknie kochana :D
    dawno mnie u ciebie nie było ;) a tu tyle cudności ;)))

    ReplyDelete
  8. Alino - jesteś artystką przez duże "A'. Twoje prace są rewelacyjne. Oglądałam też Twój sklep. Jestem pod wrażeniem Twego talentu i wrażliwości estetycznej.
    Wszystko jest po prostu niezwykle piękne.

    Pozdrawiam cieplutko jeszcze w oktawie Wielkanocnej.

    ReplyDelete
  9. Twoje prace jak zawsze śliczne,,,
    Ślę wiosenne pozdrowienia Alinko,,, :-)

    ReplyDelete
  10. Cuda po prostu pokazałaś! Piękne! Pozdrawiam serdecznie :)

    ReplyDelete
  11. ... uwielbiam Twoje gobeliny Alinko :)

    ReplyDelete
  12. Alinko, przede wszystkim dziękuję za odwiedziny i miłe słowa. "Polesia czar" i ja znam, nawet śpiewaliśmy naszemu przewodnikowi na do widzenia:) Jak zwykle zachwycam się Twoimi gobelinami. Wszystkie są śliczne, a najbardziej kolorystycznie urzekły mnie 2 i 5:) Pozdrawiam Cie cieplutko. Ania

    ReplyDelete

Dzieki za kazde mile slowo i wizyte u mnie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...